
Doczekaliśmy czasów, w których coś, co jeszcze niedawno brzmiało absurdalnie, staje się rzeczywistością. Przykładem jest gigantyczna popularność muzyki wygenerowanej przez AI, która okupuje listy najczęściej słuchanych utworów i wykonawców. Część użytkowników tej aplikacji nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie ma kontaktu z muzyką stworzoną przez człowieka, ale będącą „dziełem” bezdusznego algorytmu. Co w tym złego?
Szacuje się, że na Spotify może trafiać nawet kilkadziesiąt milionów utworów wygenerowanych przez AI. Sami twórcy aplikacji starają się walczyć z tym zjawiskiem, sukcesywnie usuwając taką „twórczość” – zwłaszcza, gdy celem dystrybutora jest rozsiewanie spamu, szerzenie kłamstw, nienawiści czy szkalowanie innych.
Powstają już całe farmy botów, które odpowiadają za masowe generowanie muzyki – co gorsza, jej jakość często jest na tyle dobra, że trudno byłoby po pierwszym odsłuchu rozpoznać, iż nie jest dziełem człowieka.
Zalewnia Spotify muzyką wygenerowaną przez AI jest kolejnym dużym krokiem w kierunku pogorszenia standardów i obniżenia wrażliwości muzycznej słuchaczy. Serwowanie dźwiękowej papki przyczynia się do tego, że rośnie pokolenie odbiorców, dla których unikalność, artyzm, osobowość czy charyzma wykonawcy przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.
W jeszcze gorszym położeniu znajdują się prawdziwi artyści, których AI spycha z wysokich pozycji list najchętniej słuchanych utworów i albumów. To z kolei ma bezpośredni wpływ na dochody ze streamingu, na czym szczególnie mocno ucierpią młodzi, mniej znani i próbujący przebić się muzycy.